28 lipca 2026, 14:04

Choć Andrzej Rybiński śpiewał o miłości i szczęściu, jego życie prywatne dalekie było od bajki. Sypiał w windzie, by przetrwać noc, mimo że jego piosenki podbijały listy przebojów.

Martyna Niecko / Agencja Wyborcza.pl

Choć ukończył Średnią Szkołę Muzyczną w Łodzi w klasie fortepianu, jest kojarzony przez fanów z występów z towarzyszeniem gitary. Artystyczna działalność Andrzeja Rybińskiego zaczęła się na początku lat 60., gdy dołączył do big-bandu Kanon Rytm. Później rozpoczął współpracę z Januszem Krukiem i Elżbietą Dmoch, z którymi współtworzył zespół 2 plus 1, a następnie wraz ze Zbigniewem Hołdysem i Elizą Grochowiecką powołał do życia własną grupę.

Po jej rozpadzie podjął decyzję, by kontynuować karierę w pojedynkę. W tym czasie wypromował wiele hitowych utworów, takich jak "Znajdę cię", "Za każdą cenę" i "Nie liczę godzin i lat", które zapisały się w kanonie polskiej muzyki. Choć na jego koncertach gromadziły się tłumy fanów, to jego życie prywatne dalekie było od wyobrażeń.