Ola Długołęcka: Chcę z tobą porozmawiać o pełnych jadu komentarzach, które wypisują pod twoimi postami mężczyźni, ale zanim przejdziemy do konkretów, opowiedz o swojej pracy. Bo hejt dotyka cię jako... lektorkę angielskiego.
Paulina Żywica "Inglisz Ticzera": Po studiach filologicznych zaczęłam pracę w korporacji, ale nie wytrwałam w niej zbyt długo. Zdecydowałam, że wolę uczyć, bo właściwie od początku studiów udzielałam lekcji angielskiego. Zatrudniłam się w szkole językowej. Po kilku latach stwierdziłam, że czas założyć własną. Ponieważ najłatwiej i najprzyjemniej pracuje mi się z kobietami, osobami neuroróżnorodnymi oraz LGBTQ+, postanowiłam, że do tej grupy będę chciała trafić z moimi usługami. Dzięki mojej działalności na Instagramie do tych trzech grup dołączyła jeszcze jedna.
Mam tu na myśli ludzi z poczuciem humoru i bez kija w tyłku. Przez kilka lat uczyłam sama, a od roku zatrudniłam także lektorów, obecnie pracuję z dziesięcioosobowym zespołem.
Kursy są online, aktywna jesteś w sieci, a gdzie mieszkasz? Bo brzmisz, jakbyś rezydowała w Wielkiej Brytanii.
Mieszkam w Polsce w jednej z mniejszych miejscowości na Śląsku. Nigdy nie mieszkałam za granicą. Był przez chwilę plan, żeby wyjechać do Wielkiej Brytanii na stałe, założyć tam działalność i uczyć na miejscu Polaków. Ale zamiast nauki ekspatów wybrałam uczenie wspomnianej już niszy i zostałam. Skąd myśl, że mieszkam poza Polską?









