Polska znowu ma być drugą Japonią - tym razem premier Donald Tusk kreśli wizję kolei, którą będziemy jeździć więcej, szybciej i wygodniej. Jednak plan budowy aż 4700 km nowych linii do 2050 r. jest nierealny i nie całkiem potrzebny. Dziś zamiast propagandy sukcesu przydałoby się coś innego.

Premier Donald Tusk przyjechał ogłaszać ambitne plany kolejowe na nowoczesny dworzec Warszawa Zachodnia. Jego budowa ciągnęła się przez pięć lat i przekroczyła kilka terminów - oby nie był to zły prognostyk dla nowej wizji "Zintegrowanej sieci kolejowej".

Jeszcze w zeszłym roku urzędnicy rządowej spółki Centralny Port Komunikacyjny mówili o budowie 2 tys. km nowych linii PKP, a połowa z nich miała powstać do 2035 r. Już ten plan wydawał się trudny do zrealizowania, wszak od trzech dekad w Polsce powstało zaledwie ok. 50 km tras kolejowych. W bólach rodzi się szykowana od kilkunastu lat linia Podłęże - Piekiełko z tunelami w Beskidach, która zapewni szybkie połączenie Krakowa z Nowym Sączem i Zakopanem. To w sumie ok. 130 km nowych i zmodernizowanych torów. Ta największa obecnie inwestycja kolejowa w Polsce ma być gotowa dopiero po 2030 r.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.