Umierał w męczarniach. Zabił go kolega, uzależniony od marihuany i alkoholu. Gdy katował Huberta, był naćpany i pijany. Biegli orzekli, że długoletnie palenie marihuany i picie alkoholu spowodowało osobowość dysocjacyjną. Grozi mu 30 lat więzienia.
Śledztwo świebodzińskich prokuratorów odbyło się w ekspresowym tempie, choć sprawa ma kilka wątków i wymagała specjalistycznych opinii biegłych. Po roku od zabójstwa ukończono akt oskarżenia.
Hubert umarł w czerwcu 2025 roku. Miał 18 lat i kończył naukę w trzeciej klasie szkoły zawodowej w Sulechowie. W wakacje miał rozpocząć dorosłe życie, chciał być rolnikiem. W półtysięcznym Klępsku pod Zieloną Górą mieszkał z rodziną, godzinami naprawiał traktory.
Ostatni raz bliscy widzieli go w sobotę 14 czerwca. Chłopak umówił się z przyjaciółmi, ale do domu już nigdy nie wrócił. W niedzielę zaginięcie zgłosił ojciec, ale dopiero następnego dnia ciało chłopaka znaleziono w polnym rowie. Porzucono je pomiędzy Starym Kramskiem a Babimostem, kilka kilometrów od rodzinnego domu Huberta.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.






