O szóstej rano w domu Pani Barbary* nie dzwoni budzik. Nikt nie biegnie na autobus ani nie sprawdza planu lekcji. Nie oznacza to jednak, że nauka zniknęła z codzienności. Po prostu wygląda inaczej. Syn Barbary uczy się w edukacji domowej w Technikum TEB Edukacja. Dzień nie zaczyna się od szkolnego dzwonka, lecz od rytmu wypracowanego przez całą rodzinę. Czasem nauka rusza wcześniej, czasem później. Są dni intensywnej pracy, ale jest też miejsce na odpoczynek, rozwijanie pasji i zwykłe życie.
To nie historia o idealnie zorganizowanym nastolatku ani o rodzicu, który z dnia na dzień został nauczycielem wszystkich przedmiotów. To opowieść o szukaniu sposobu, by dziecko mogło uczyć się skuteczniej, a rodzic zamiast kontrolować – wspierał.Najpierw była potrzeba bezpieczeństwaDecyzja o edukacji domowej nie zapadła z dnia na dzień. Barbara, z wykształcenia pedagog, długo próbowała rozwiązać problemy, z którymi syn mierzył się w szkole. Kolejne rozmowy nie przynosiły jednak najważniejszego – poczucia bezpieczeństwa. – Złożyłam wniosek o edukację domową i powiedziałam sobie: dobrze, biorę tę odpowiedzialność na siebie – wspomina.
fot. AdobeStock/ AimPix
Po zakończeniu szkoły podstawowej syn wrócił na kilka miesięcy do tradycyjnego systemu, rozpoczynając naukę w technikum w Warszawie. Szybko jednak okazało się, że taki model nie odpowiada jego potrzebom. Wspólnie zdecydowali o przejściu do Technikum TEB w Piotrkowie Trybunalskim i kontynuowaniu edukacji domowej. To nie była próba znalezienia łatwiejszej szkoły. Chodziło o stworzenie takich warunków, w których wymagania pozostają wysokie, ale codzienność staje się mniej obciążająca.






