Przypominamy najciekawsze artykuły na weekend.gazeta.pl.Na końcu swojej książki "Tamte czasy. Raport z teraźniejszości" dziękujesz redaktorce naczelnej "El País" Pepie Bueno za podjęcie zadania, o którym większość czasopism zapomniała. Co miałeś na myśli?Weź do ręki jakiekolwiek czasopismo. Już na pierwszej stronie znajdziesz kilkanaście informacji o tym, co zrobił poseł taki i taki, co powiedział minister, coś o kłótni w Sejmie… Media są tak zajęte aktualnymi drobnostkami, że nigdy nie poświęcają czasu, by spojrzeć na społeczeństwo jako na całość, rzadko próbują z dystansu zastanowić się nad wielkimi problemami, z którymi się borykamy. Było to widać, kiedy świat nagle zainteresował się sztuczną inteligencją. Pojawiła się masa informacji na ten temat, ale wciąż trudno było znaleźć pogłębione materiały o tym, kto jej używa, w jaki sposób, w jakim celu i tak dalej. Misja, którą dziennikarstwo traci, polega na tym, żeby mówić, w jakim stanie jest świat jako całość.

Chciałem spróbować popatrzeć z dystansu na świat, który sami, jako dziennikarze, w kółko opisujemy. Szkieletem dla "Tamtych czasów" był cykl tekstów, które publikowałem na łamach "El País" – stąd podziękowania dla Pepy.Zawsze mi imponowała twoja zdolność do syntezy i opowiadania kompleksowo o zjawisku – jak w "Głodzie", o regionie – jak w "Ñameryce", a teraz o świecie w całości. "Tamte czasy" to projekt najbardziej ambitny, jaki dziennikarz może sobie założyć. Nie bałeś się tego? Oczywiście, że się bałem, ale też zwykle jestem dość niepohamowany w moich reporterskich pomysłach. Najwyraźniej lubię takie projekty. W tym przypadku początkiem pracy było rozpisanie zagadnień, które definiują lata 20. naszego wieku. Sięgam od seksualności po rewolucję technologiczną – tak szeroko, jak się da. Później skupiłem się na każdym temacie po kolei, zbierając materiały, analizując i pisząc.Opisujesz naszą współczesność głosem historyczki żyjącej w XXII wieku, a więc to opowieść z perspektywy stu lat.To nie jest science fiction. Piszę o tym, co dzieje się teraz, a nie o tym, co będzie się działo w przyszłości.Zostawiłeś jednak rozrzucone po kolejnych rozdziałach wskazówki, które sugerują, co działo się na świecie w całym XXI wieku. Na przykład o pierwszym przeszczepieniu serca świni człowiekowi [pierwsza taka operacja odbyła się w 2022 roku – przyp. red.] piszesz, że "przeszło bez echa i było jednym z tych wydarzeń, których wagę zrozumiano dopiero później". Tego typu sugestie to gra z czytelnikiem czy wynik analizy? Naprawdę sądzisz, że przeszczep serca od świni niesie ze sobą doniosłe konsekwencje, których nie zrozumieliśmy?Jedno i drugie. Masz rację, rozrzuciłem trochę tropów pozwalających spekulować na temat tego, co wydarzyło się w ciągu stu lat. Dla nas przyszłych, z perspektywy narratorki książki – przeszłych. Chciałem pobudzić wyobraźnię czytelnika. Dziś świat sprzed stu lat wydaje nam się dziwny. Zastanawiałem się, jak ludzie, którzy będą żyli sto lat po nas, będą o nas myśleć. Czy będzie ich dziwić, że tak mało rozumieliśmy z teraźniejszości? Czy fakt, że mieszkaliśmy w blokach, wyda im się cudaczny? Co ich będzie zadziwiać?