Zimowy transfer Osmana Bukariego do Widzewa za rekordowe 5,5 mln euro z amerykańskiego Austin FC to nie był ruch, przy którym ręce same składały się do oklasków. Raczej rodził mnóstwo pytań. Ale najnowsze wypożyczenie ghańskiego skrzydłowego po udanym w jego wykonaniu lecie jest wizerunkowym strzałem w stopę. Tym bardziej że do startu sezonu został tylko tydzień - pisze Dominik Stachowiak ze Sport.pl.

Na papierze transfer Osmana Bukariego do Widzewa Łódź nie miał najmniejszego sensu. A z pewnością nie za takie pieniądze. Tym bardziej że Amerykanie popełnili podobny błąd, ściągając go aż za 7 mln euro z Crvenej zvezdy. Bukari w ciągu dwóch lat spędzonych za Atlantykiem odwdzięczył się jedynie sześcioma bramkami i ośmioma asystami w 50 spotkaniach.

To była jedna wielka wpadka. Bukari odbił się od Widzewa

Widzew zatrudniał więc nie gwiazdę gotową do podboju Ekstraklasy, ale gracza do odbudowy. Za – podkreślmy raz jeszcze – rekordowe w polskiej piłce pieniądze. Mniej trzeba było wydać na czarującego w barwach Lecha Poznań Luisa Palmę. Klub zarządzany przez Roberta Dobrzyckiego z kosztami się jednak nie liczy. Łącznie w dwóch oknach transferowych wydał na nowych piłkarzy niemal 23 mln euro [dane za Transfermarkt]. Nic nie wskazywało na to, że Bukari może odpalić.