Odkładanie decyzji, powoływanie kolejnych komisji, zapowiedzi zamiast rozstrzygnięć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że problem reparacji dla polskich ofiar II wojny światowej to nie wyjątek, lecz utrwalony mechanizm działania niemieckiego rządu.
Są decyzje, których nie da się usprawiedliwiać kolejnymi analizami, konsultacjami i komisjami. Na końcu zostaje już tylko jedno słowo: hańba.
Od miesięcy czytam o kolejnych spotkaniach, konsultacjach, analizach i dyskusjach niemieckiego rządu dotyczących symbolicznego wsparcia dla ostatnich żyjących polskich ofiar niemieckiego terroru z czasów drugiej wojny światowej.
Nie chodzi o reparacje ani o biliony euro, chodzi o spóźniony gest wobec ludzi, którzy byli więzieni, wywożeni na roboty przymusowe, prześladowani i którym niemieckie państwo odebrało młodość i szansę na normalne życie. Jeszcze rok temu żyło ich około 64 tysięcy, dziś jest ich już tylko 55 tysięcy. Każdego miesiąca odchodzą kolejni, a niemiecki rząd nadal dyskutuje.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.






