W środku nocy nastolatkowie urządzili sobie rajd samochodem należącym do ojca jednego z nich. Po wypadku uciekli wszyscy poza kierowcą. - Wyjaśnienia złożone przez podejrzanego w znaczny sposób odbiegają od zeznań świadków - przekazuje prokurator.
Miała być zabawa, skończyło się tragedią, w której życie stracił 17-letni chłopak.
Noc z piątku na sobotę (10 na 11 lipca), Mściszewice na Kaszubach. Grupa nastolatków w wieku 14-18 lat umówiła się na spotkanie przy grillu i alkoholu. Około północy postanowili, że przejadą się Volkswagenem Passatem należącym do ojca jednego z nich. Za kierownicą siadł 17-latek, który, jak się później okaże, miał promil alkoholu w organizmie. Do środka weszło jeszcze czterech pasażerów, a kolejne cztery osoby weszły na dach samochodu. Ruszyli leśną drogą. W pewnym momencie auto na łuku zjechało z leśnego traktu i zahaczyło o pień drzewa.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Ogłoszenie Płatne








