Mieszkańcy Witnicy kolejny raz w historii gminy próbowali odwołać burmistrza. Referendum nie jest jednak wiążące, do urn poszła zbyt mała liczba osób. Mieszkańcy Gorzowa także planują referendum, za zbieranie podpisów zabiorą się po wakacjach.
Pod koniec maja mieszkańcy Witnicy, małej gminy pod Gorzowem, zdecydowali, że chcą powalczyć o odwołanie Agnieszki Chudziak, burmistrzyni Witnicy. Komisarz wyborczy wyznaczył termin referendum na 12 lipca. Już wiadomo, że nie będzie ono wiążące. Mimo kampanii wyborczej zorganizowanej przez część mieszkańców gminy do urn poszło zbyt mało osób, ok. 11,5 proc. Nie osiągnięto wymaganego progu frekwencji. Oznacza to, że burmistrzyni ocaleje na stanowisku.
W głosowaniu musiały wziąć udział trzy z pięciu osób, które brały udział w wyborach, które zdecydowały o wyborze burmistrzyni. Próg wyborczy oszacowano na 3050 głosów, czyli nieco ponad 31 proc. osób uprawnionych do głosowania mieszkających w Witnicy. 12 lipca do urn poszło trzy razy mniej. Komisja wyliczyła, że oddano jedynie 1097 ważnych głosów. Większość z nich, bo 1043, były za odwołaniem, a 54 przeciw. To oznacza, że zwolennicy burmistrzyni, chcąc ją ochronić, zostali w domu, by nie podkręcać frekwencji. Burmistrz z pokorą doceniła zaangażowanie jednych i drugich. - Dziękuję zarówno tym, którzy udali się do urn, jak i tym, którzy zdecydowali się pozostać w domach. Każda z tych postaw to jasna wypowiedź w sprawie przedmiotu referendum. Szanuję każdą z nich - napisała na Facebooku. Podobnie referenda kończyły się w Słońsku, Gozdnicy, Jasieniu czy Kożuchowie.









