"Bez szaleństw" - to zdanie najczęściej słyszę od warszawiaków pytanych o wakacje. Tyle że dziś brak szaleństw może oznaczać 15 tys. zł za rodzinny kemping w Chorwacji, kilka tysięcy złotych za tydzień w Albanii albo urlop planowany z arkuszem kalkulacyjnym. Z wyjazdów nie rezygnują. Zmienili tylko sposób liczenia.
Marcin ma 40 lat i sprawdzony plan. Urlop bierze w drugiej połowie września i czeka na tanie bilety lotnicze, a potem rezerwuje tani hotel.
- Spanie i loty nie są najważniejszą sprawą. Grunt, żeby nie biedować na miejscu. Chcę motorówkę? Biorę. Droga knajpa w fajnym miejscu? Nie ma problemu - mówi. W tym roku lecą z partnerką się do Walencji. Za 10 dni na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii i lot w obie strony strony płacą po 2,4 tys. złotych na głowę. Marcin planuje wydać przynajmniej drugie tyle na miejscu.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny








