Jeszcze kilka lat temu wakacyjny wyjazd planowało się zimą. Rezerwacja, zaliczka i odliczanie do urlopu. Dziś eksperci nie mają wątpliwości: właśnie trwa największa rewolucja w polskiej turystyce od kilkunastu lat. Wygrywa nie ten region, który ma największy wybór hoteli, lecz ten, który potrafi przyciągnąć turystę dosłownie kilka godzin przed wyjazdem. Choćby pogodą.

Jeszcze niedawno lipcowy urlop był zaplanowany już zimą. Pensjonaty pobierały zaliczki, właściciele hoteli spokojnie patrzyli w kalendarze, a turyści od miesięcy wiedzieli, gdzie spędzą wakacje.

Dziś ten model przestał istnieć. Polacy coraz częściej odkładają decyzję do ostatniej chwili. Nie dlatego, że nie wiedzą, gdzie chcą pojechać. Po prostu chcą mieć wybór.

Jak pokazują dane Travelist.pl, mimo rozpoczętego sezonu wakacyjnego w terminach od początku lipca do końca sierpnia nadal można znaleźć wolne miejsca zarówno nad Bałtykiem, jak i w górach. Ceny rozpoczynają się od około 315 zł za dobę dla dwóch osób nad morzem i już od 230 zł w górach.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.