Finał Wimbledonu między Karoliną Muchovą a Lindą Noskovą to nie tylko historyczny sukces czeskiego tenisa, ale przede wszystkim ostateczny dowód na potęgę myśli szkoleniowej z tego kraju. Eksperci z Czech tłumaczą nam, co stoi za ich sukcesami w kobiecym tenisie, zwłaszcza na trawie. Wniosek jest jeden: tu nie ma przypadku.
W sobotę o tytuł mistrzyni wielkoszlemowego turnieju w Londynie powalczą Karolina Muchova i Linda Noskova. Fakt, że trofeum po raz kolejny powędruje do Czech, nikogo w środowisku tenisowym już nie dziwi.
Noskova czy Muchova?
Kiedy Muchova po morderczym, trzysetowym półfinale wygrywała w super tie-breaku 12:10 z Coco Gauff, wielu przecierało oczy ze zdumienia. To wielka chwila dla 29-letniej Czeszki, która w końcu w pełni realizuje swój potencjał. Drugi raz w karierze doszła do finału wielkoszlemowego, bo wcześniej przegrała z Igą Świątek na kortach Rolanda Garrosa w 2023 r. Dopiero jednak ten sezon jest dla Muchovej przełomowy - w lutym wygrała pierwsze w karierze zawody rangi WTA 1000, będąc najlepszą w Dosze.
21-letnia Linda Noskova, która pewnie odprawiła w półfinale Martę Kostiuk (6:4, 6:4), to kolejny dowód, że czeski "taśmociąg" z mistrzyniami tenisa nie zwalnia tempa. O Noskovej głośno było od lat, ale w tym roku bije swoje rekordy - m.in. zadebiutowała w top 10 rankingu WTA, zachodzi daleko w największych turniejach.










