Policjanci uniemożliwili politykom PiS złożenie kwiatów pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego, tłumacząc to względami bezpieczeństwa. Usłyszeli, że są "bojówkami rządzącej partii".
Ostatecznie politycy PiS - oprócz prezesa Jarosława Kaczyńskiego, Antoni Macierewicz, Zbigniew Bogucki i Sławomir Cenckiewicz - złożyli wieniec na chodniku, kilka metrów przed pomnikiem.
- No tyle mogą zrobić, że przy pomocy najgorszego społecznego śmiecia mogą tutaj w ten sposób funkcjonować, kpić sobie z prawa - oburzył się prezes PiS. I dodał, że uczestnicy uroczystości smoleńskich są "obrażani, atakowani" co miesiąc i słyszą "pogróżki zabójstwa", choć on sam "nie traktuje tego oczywiście poważnie".
- Policja ma obowiązek interweniować, a nie interweniuje. Mamy do czynienia z bojówkami rządzącej partii, a nie z policją - mówił Kaczyński. Według niego, podobne incydenty służą władzy w "przykrywaniu" afery w Szpitalu Południowym.
Grzmiał: - Trzeba będzie budować wszystko od początku, powołując jakąś gwardię obywatelską, która będzie bardzo zdecydowana. Ci z policji, którzy pozostaną, będą wiedzieli, że muszą wykonywać swoje obowiązki, a tacy jak ci odpowiedzą za to, co robili i trzeba będzie wyjaśnić, czy oni działają sami, czy na zlecenie rosyjskie, czy innego państwa graniczącego z Polską.








