Dla pracowników gastronomii nowe przepisy PIP mogą oznaczać urlop, chorobowe i składki. Dla części właścicieli - dodatkowe tysiące złotych kosztów miesięcznie. A dla ludzi takich jak Marta paradoks: chcą etatu, ale boją się, że zarobią mniej.
Marta boi się nowelizacji ustawy o PIP. Lubi swoją pracę. Jest barmanką i kelnerką, jeśli trzeba stanie też na zmywaku, pomoże na kuchni. Zna system rezerwacji, kartę win, alergeny, kody rabatowe i kubki smakowe stałych gości.
W bistro w Śródmieściu pracuje od dwóch lat, w stałym rytmie: cztery razy w tygodniu zaczyna w południe i zostaje do ostatniego gościa, w soboty - od 15 do świtu. To w sumie od 180 do 220 godzin miesięcznie na umowie zleceniu. Ma 32 zł netto za godzinę, wychodzi nawet 7 tys. złotych miesięcznie. Do tego napiwki, marne - bo wszyscy płacą kartą.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny






