Według neosędziego Kapińskiego ustawa naprawcza mogłaby składać się z jednego zdania. Nie zdradził jakiego. W swej bezczelności zaproponuję frazę: "wszyscy sędziowie są sędziami". Banalnie proste!
Autor jest sędzią Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków. Jest jednym z sędziów niepokornych, od wielu lat, m.in. na naszych łamach dopomina się o przestrzeganie praworządności przez Polskę.
Jakież to wszystko w istocie proste. Wprost nie do uwierzenia, że wyjście z kryzysu praworządności, nękającego system wymiaru sprawiedliwości już ponad dekadę, okazuje się banalne. Nic to, że międzynarodowe trybunały co jakiś czas ogłaszają kolejne rozstrzygnięcia idące już w dziesiątki, w których omawiane są skomplikowane środki zaradcze, mające położyć kres potęgującemu się chaosowi, a zacne gremium mędrców obradujące w mieście na wodzie, niestrudzenie opiniuje projekty naprawcze, serwowane przez kolejnych ministrów sprawiedliwości.
Cały ten wysiłek okazuje się być zdecydowanie nadmiarowy, gdy zważyć, że pomysł na przecięcie tego swoistego węzła gordyjskiego cały czas był udziałem jednego prawnika. Czyli Zbigniewa Kapińskiego faktycznie piastującego od niedawna stanowisko I Prezesa Sądu Najwyższego, który co istotne, został powołany na stanowisko sędziego SN w wadliwej procedurze.






