Iga Świątek może cierpieć, bo od miesięcy gra słabiej i nie ma takich wyników jak wcześniej. Co ma jednak powiedzieć Aryna Sabalenka, która od dwóch lat prowadzi w rankingu kobiecego tenisa, rozgrywa masę świetnych spotkań, ale nie przekłada się to na sukcesy w Wielkim Szlemie? Białorusinka marnuje swój najlepszy okres w karierze.

- Szczerze mówiąc, nie obchodzą mnie już wyniki. Byłam na nich tak skupiona, że trudno to kontynuować. Staram się odpuścić. Nie mam dobrych wyników, więc nie zamierzam ich oczekiwać, bo to się po prostu nie wydarzy. Nie jestem jeszcze na tym poziomie. Muszę pracować od początku i po prostu próbować poprawić mój tenis - mówiła Iga Świątek po przegranej z Alexandrą Ealą w trzeciej rundzie Wimbledonu.

Nasza tenisistka od dłuższego czasu nie gra dobrze i trudno się dziwić, że woli najpierw skupić się na poprawie swojej dyspozycji na korcie. Bez tego lepszych rezultatów nie będzie. Paradoksalnie, w dużo gorszej sytuacji od Igi Świątek znajduje się dziś Aryna Sabalenka. Dlaczego?

Gorszy czas liderek

Świątek po Wimbledonie spadnie na szóstą pozycję na świecie. Jeśli nie wygra US Open, zanotuje pierwszy sezon od pięciu lat, w którym nie zdobędzie ani jednego tytułu wielkoszlemowego. Jest daleko od swojej najwyższej formy, co widzą kibice, eksperci i o czym mówi ona sama. Sytuacja Sabalenki jest inna - w październiku miną dwa lata, od kiedy nieprzerwanie prowadzi w rankingu WTA. 28-latka z Mińska przeżywa najlepszy okres w swojej karierze, a z drugiej strony... koncertowo go marnuje.