Największe sukcesy reprezentacja Hiszpanii odniosła, gdy porzuciła tradycyjną "la furię" na rzecz tiki-taki. Do wygrywania wróciła, kiedy wymienianie tysiąca podań wzbogaciła o element szaleństwa. To dlatego Lamine Yamal jest tak kluczowy dla hiszpańskich marzeń o złocie mundialu.
Jeśli spojrzeć na listę najlepszych strzelców trwających mistrzostw świata, nie ma wątpliwości, że to turniej wielkich gwiazd. Listę, na której czołówce są Kylian Mbappe, Ousmane Dembele, Lionel Messi, Harry Kane i Erling Haaland, z Viniciusem trochę za ich plecami, czyta się jak who is who współczesnego futbolu. Brakuje tam tylko jednego nazwiska genialnego 18-latka z Barcelony. Każdy kolejny jego występ pokazuje jednak, że Lamine Yamal coraz bardziej dochodzi do siebie po kontuzji. W decydującej fazie turnieju jego obecność znów może być kluczowa. Historia taktyki piłkarskiej zatoczyła bowiem takie koło, że ani barcelońska tiki-taka, ani tradycyjna hiszpańska "la furia" nie wystarczą już do sukcesów. Niezbędna jest i stabilizacja, jaką dają środkowi pomocnicy nigdy nietracący piłki, i element nieprzewidywalności swobodnych skrzydłowych.
Choć Hiszpanie, Niemcy i Holendrzy noszą odmiennie brzmiące nazwiska, od piętnastu lat są piłkarsko połączeni wspólnym rdzeniem. Jego źródłem jest Johan Cruyff, jego futbol totalny i sposób, w jaki od dekad szkoliło się piłkarzy w Ajaksie Amsterdam. Wyznawane przezeń spojrzenie na futbol zaszczepione zostało z czasem w Barcelonie i wpłynęło na wychowanie pokoleń trenerów, z Pepem Guardiolą i Luisem Enrique na czele. Na reprezentację miało to jednak długo ograniczony wpływ.










