Czarny czosnek, szyszki w wędzonym miodzie... - Dawne smaki nie przestały istnieć dlatego, że były złe. Po prostu ludzie o nich zapomnieli - mówi Piotr Klepacz z Łodzi, który odtwarza fragmenty dawnej kuchni.
Piotr odkręca niewielki słoik.
- Proszę spróbować.
To kandyzowany tatarak. Słodycz z XVIII wieku. Smakuje słodko, najpierw pojawia się gałka muszkatołowa. Potem ziele angielskie. Gdzieś w tle lukrecja. Na końcu lekka pieprzność. - Trzysta lat temu to był jeden z ulubionych słodyczy polskiej szlachty - mówi.
Chwilę później na stole ląduje czarny czosnek. Jest miękki, lepki, przypomina suszoną śliwkę. Smakuje karmelem, grzybami i czekoladą. Trudno uwierzyć, że jeszcze dwa miesiące wcześniej był zwykłym czosnkiem. Każdy kolejny słoik kryje inną historię. Jedna prowadzi do starożytnego Rzymu, druga do XVIII-wiecznych dworów szlacheckich, trzecia na łódzki rynek rybny sprzed ponad stu lat.







