- U nas jest fajna, rodzinna atmosfera i nie wydaje mi się, żeby dzieciaki wstydziły się podejść do mnie i o coś zapytać. Zawsze służę im pomocą - mówi Maja Chwalińska. Wiemy, jak w jej klubie - BKT Advantage Bielsko-Biała - przywitano setkę nowych tenisistów. Dzieci dołączyły do drużyny, bo chcą być jak Maja.
Maja Chwalińska jest z rocznika 2001, ale jeszcze się nie urodziła, gdy w 2001 roku przez Polskę przechodziła potężna fala małyszomanii. Ćwierć wieku temu w Wiśle i w Zakopanem setki dzieci ustawiały się w kolejce, żeby spróbować skoków narciarskich. Warunki były spartańskie: ten, kto już skoczył, zdejmował narty i kask, żeby miał w czym skoczyć następny chętny.
Maja Chwalińska miała dwa latka, gdy polskie siatkarki zostały mistrzyniami Europy, a w klubach „Złotek" w różnych częściach kraju nagle pojawiło się tak dużo dzieciaków zakochanych w ich sporcie, że zabrakło siatek i trzeba było odbijać piłkę przez porozwieszane na sznurkach firanki. Dziś Maja Chwalińska widzi, co się dzieje u niej, w Bielsku-Białej po tym, czego dokonała na Rolandzie Garrosie.
Sensacyjna finalistka paryskiego turnieju przed wyjazdem na Wimbledon miała okazję zobaczyć, jak wygląda nowa codzienność w klubie BKT Advantage. Nagle przybyła tam setka dzieci, które chcą być jak ona.






