Ma tylko 164 cm wzrostu, ale nie mówmy już, że Maja Chwalińska to filigranowa tenisistka. Po pierwsze: ma wielkie serce do walki. Po drugie: piękny umysł to wciąż jej największy atut, ale tylko popatrzcie uważnie na tę sylwetkę. - Od roku pracuję z Maciejem Ryszczukiem. Bywa, że trenuję razem z Igą Świątek. Zdecydowanie się wzmocniłam - mówi nam zawodniczka, która w poniedziałek sprawiła jedną z największych sensacji w Rolandzie Garrosie - pisze z Paryża korespondent Sport.pl Łukasz Jachimiak.
Niecałe dwa lata temu Qinwen Zheng sprawiła sensację, po której płakaliśmy. A najbardziej Iga Świątek. Wtedy Chinka wygrała z Polką półfinał igrzysk olimpijskich Paryż 2024. A następnie zdobyła złoto. W poniedziałek Świątek bardzo żałowała, że musi już wychodzić na Court Philippe Chatrier na swój mecz pierwszej rundy Rolanda Garrosa 2026, bo przez to nie mogła dalej oglądać, jak na sąsiednim korcie - numer siedem - jej przyjaciółka kapitalnie radzi sobie z Zheng.
– Cieszę się jej szczęściem [Chwalińska wygrała 6:4, 6:0]. Od dawna wiedziałam, że Maja też ma taki talent i takie czucie, że może spokojnie zagrozić dobrym zawodniczkom i grać daleko w turniejach. Zatem ogromnie się cieszę, że teraz wygrała właśnie z Qinwen Zheng, bo to na pewno bardzo wymagająca przeciwniczka – mówiła Świątek, gdy już wygrała swój mecz z Emerson Jones (6:1, 6:2), dowiedziała się o zwycięstwie Mai i przyszła na konferencję prasową.






