W tłumach maszerujących za ajatollahem Chomeinim francuski myśliciel dostrzegł "polityczną duchowość". Bardzo się pomylił.

Jesienią 1978 roku Michel Foucault, największy anatom nowoczesnej władzy, poleciał do Iranu zobaczyć rewolucję, która nie mówiła językiem Marksa, lecz religii. W tłumach maszerujących za ajatollahem Chomeinim dostrzegł coś, co wydawało mu się nową formą politycznej energii: „duchowość" zdolną poruszyć miliony ludzi po zmęczeniu Zachodu ideologiami XX wieku. Filozof, który całe życie analizował mechanizmy nadzoru i dyscypliny, nie zauważył, jak szybko bunt może zamienić się w nowy aparat opresji. Dziś, gdy Iran znów znajduje się w centrum globalnego konfliktu, jego irańska fascynacja wraca nie jako egzotyczny epizod biografii, lecz jako ostrzeżenie przed pokusą romantyzowania historii.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

klub "gazety wyborczej"

książki