Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka stwierdziła, że dochodziło do nieprawidłowości w kwestii czasu pracy. Biuro przekonuje, że zalecenia PIP "mają charakter wyłącznie jednostkowy" i nie ma mowy o mobbingu.

W czerwcu portal Tvn24.pl opisał sprawę prawnika Łukasza Korzeniowskiego, który po kilkunastu miesiącach pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka zdecydował się pozwać Skarb Państwa. Prawnik twierdzi, że doświadczył w tej instytucji m.in. mobbingu i przeciążenia pracą.

- Po fali zwolnień, która przeszła przez biuro wiosną 2024 roku, w ludziach było dużo strachu, że będą następni. By nie mnożyć zaległości, pracowaliśmy po godzinach, choć nikt nam za to nie płacił. Czuliśmy presję - mówił Korzeniowski.

Portal Tvn24.pl informował też o ok. 20 innych osobach - byłych i obecnych pracownikach Biura RPD - które mówiły o "strachu, przemęczeniu, rozstroju zdrowia i katastrofalnym wpływie pracy na życie rodzinne".

- Ona [Monika Horna-Cieślak - red.] tak dociskała, że nie dało się nie upaść - mówił jeden z rozmówców. - Otwierasz rano komputer i widzisz, ile jest spraw. Do tego informacje, czego rzeczniczka chce, co się jej nie podoba. Słyszysz z biurek obok, jak potraktowała kogoś innego, komu znów przeglądała referat z jego sprawami. I już nie wiesz, co ze sobą zrobić - dodał.