Patrzy z murali w Wynwood, zapełnia stadiony, a jego koszulki wiszą w witrynach sklepów przy plaży. Leo Messi jest w Miami ikoną. Inter pozyskał nie tylko zawodnika. Pozyskał Argentynę, Bangladesz, Indie i pół Ameryki Południowej. Pozyskał też zainteresowanie celebrytów i gwiazd Hollywood. W jakiejś skali Chicago w podobny sposób mogłoby wykorzystać Roberta Lewandowskiego.
- Gdzie masz koszulkę? - krzyczy zza stołu argentyński kibic, nawilżając usta piwem. W święte progi Banchero faktycznie wszedłem bez barw, prosto z lotniska. To ulubiona restauracja Leo Messiego w Miami, specjalizująca się w argentyńskiej pizzy, trochę grubszej i obficiej pokrytej serem niż włoski pierwowzór. Istnieje od 1932 r., ale przez dekady była knajpką, jakich wiele przy pocztówkowej Miami Beach, aż pewnego wieczoru odwiedził ją Messi i dodał na Instagramie zdjęcie. Nagle wzdłuż ślepej uliczki prowadzącej prosto na plażę zaczęły ustawiać się kolejki jego wyznawców. Później bywał w niej jeszcze parokrotnie, przylepiając Banchero etykietkę "ulubionej knajpy Messiego", która szybko zamieniła się w jego świątynię. Zresztą w Miami czuć popyt na wszystko, co z nim związane. Po kilkudziesięciu sekundach wiem już, że Leo najbardziej lubi "La Napolitana", a jego żona zwykle zamawia pizzę wegetariańską.







