Warszawa coraz wyraźniej dzieli młodych. Jednym pomaga rodzina albo dostają mieszkanie w spadku, dla drugich własny lokal jest poza zasięgiem. Coraz częściej więc rezygnują z marzeń i godzą się z tym, że będą wynajmować - nawet do końca życia.

- Właśnie sprawdziłem swoją zdolność kredytową. Założyłem, że miałbym 200 tys. zł wkładu, których zresztą nie mam. Mieszkanie za milion. Moja rata wyniosłaby ponad 6,3 tys. zł. To jest jakaś absurdalna kwota – stwierdza Mariusz. Ma 37 lat, jest singlem. Szacuje, że na ratę przy obecnych zarobkach może przeznaczyć maksymalnie 3,5 tys. zł.

- Chcę żyć, a nie tylko przeżyć. Taka rata, którą mógłbym płacić, to dużo mniejszy kredyt. Wystarczy może na niewielką kawalerkę gdzieś na obrzeżach Białołęki. To nie jest dla mnie opcja. Jestem miejską duszą, chcę mieszkać w centrum. Nie wyobrażam sobie, że żyję gdzieś na Białołęce, skąd mam daleko do wszystkich atrakcji miasta. Może gdybym miał rodzinę, dzieci, inaczej patrzyłbym na to – dodaje.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny