Są świadkami naszej rozpaczy, przerażenia, wściekłości na los. W nowym cyklu "Tylko nie to" Anna Kalita rozmawia z osobami, które spotykamy, gdy przeżywamy życiowe dramaty.

Antonina Lewandowska: Jest dopiero południe, a ja odebrałam już cztery telefony. Dwa od kobiet w niechcianych ciążach i dwa od tych, których wyczekane ciąże – jedna z in vitro – nie rozwijają się prawidłowo. Diagnoza choroby, w której 95 proc. płodów umiera na etapie prenatalnym, a w pozostałych przypadkach średnia długość życia to tydzień, (a taką usłyszała jedna z moich dzisiejszych rozmówczyń) to potworność. Często kobiety płaczą tak strasznie, że trudno jest im w ogóle rozmawiać.

Anna Kalita: Domyślam się, że czasem to nawet nie jest płacz, tylko wycie.

– Szloch, który wżera się w duszę. Są telefony, które zostaną we mnie na zawsze.

Wizja bycia zmuszoną do donoszenia niechcianej ciąży to koszmar sam w sobie. A przy chcianych ciążach informacja o wadzie to bezgraniczna rozpacz, której towarzyszy pytanie: "Co robić?". System ochrony zdrowia nie daje dziś na to pytanie odpowiedzi i zrzuca ciężar organizacji opieki dla kobiet z całego kraju na kilkunastoosobową organizację pozarządową.