O godz. 21.00 zagrożenie spadło i zastęp wyszedł penetrować rejon. Taka jest na ten moment sytuacja - powiedział PAP przedstawiciel sztabu. Ratownicy będą posuwać się w kierunku przodka, w jego pobliżu powinien znajdować się zaginiony górnik. Nie wiadomo, jak długo jeszcze może potrwać akcja.

Do silnego wstrząsu w prywatnej bytomskiej kopalni doszło w środę po południu. W zagrożonym rejonie 650 metrów pod ziemią było dziewięciu górników. Ośmiu z nich wycofało się o własnych siłach, ostatni pracownik pozostał w wyrobisku. Ze względu na utrzymującą się aktywność sejsmiczną ratownicy przez kilka godzin nie mogli opuścić bazy i rozpocząć poszukiwań. Z zaginionym nie udało się nawiązać kontaktu.

Jak wcześniej informowali przedstawiciele kopalni, baza ratownicza usytuowana jest w odległości ponad 200 metrów od miejsca, w którym prawdopodobnie jest zaginiony pracownik. Chodnik po wstrząsie został zdeformowany, zmniejszył się jego przekrój, ale nie na tyle, by nie można było nim przejść - ośmiu pracownikom udało się wycofać z przodka. Zaginionego górnika koledzy widzieli w odległości 20-25 metrów od przodka.

Do akcji ratowniczej skierowano m.in. ratowników z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego (CSRG). Robert Wnorowski z Biura Obsługi Medialnej CSRG informował PAP, że po informacji o wypadku, ok. godz. 16.00, na miejsce skierowano dwa specjalistyczne zastępy ratownicze i pogotowie pomiarowe.