Telewizja Republika opublikowała nagranie z incydentu, do którego doszło we wtorek. Widać na nim, że niemieccy policjanci skuli kajdankami członków Ruchu Obrony Granic. Był wśród nich Robert Bąkiewicz, lider tej grupy.
Stacja poinformowała, że doszło do interwencji, gdy aktywiści śpiewali "Rotę". Mieli też przy sobie krzyż upamiętniający polskie ofiary niemieckich zbrodni z czasów drugiej wojny światowej.
"Niemcy blokują naszą manifestację, bo boli ich prawda historyczna" - napisał Robert Bąkiewicz na X. W kolejnym wpisie wezwał polskiego ambasadora w Niemczech do pilnej interwencji w związku z działaniami niemieckiej policji. "Może dojść do użycia siły wobec nas. Nie złamaliśmy prawa" - podkreślił. Ruch Obrony Granic przekazał, że niemieckie służby aresztowały Bąkiewicza.
Do zdarzenia doszło w okolicach pomnika upamiętniającego ofiary drugiej wojny światowej, który w zeszłym roku postawili Niemcy. Aktywiści Ruchu Obrony Granic zamierzali postawić w tym miejscu drewniany krzyż. Bąkiewicz zrelacjonował w rozmowie z pracownikiem Telewizji Republika przebieg zajścia.
- Kamień pogardy, który postawili w tamtym roku, to nie jest przypadek. To, co dziś zrobili, przekracza wszelkie granice. Pobili nas strasznie. Wsadzali mi palce do oczu, do nosa. Dusili mnie. Bili pięściami i kolanami. To są bandyci - powiedział.













