Wyobraźcie sobie, że Robert Lewandowski musi płacić za każdą żółtą kartkę, którą sędzia pokaże mu na boisku. Abstrakcja? Cóż, taką zasadę próbowano wprowadzić od nowego sezonu skoków narciarskich. Każda dyskwalifikacja miała skutkować karą finansową. Według informacji Sport.pl spotkało się to z ogromnym sprzeciwem środowiska. Wiemy, jak ostatecznie będzie wyglądała nowa wersja przepisu o sankcjach w skokach.
Trudno sobie to wyobrazić, ale skoczkowie naprawdę mogli płacić Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) w przypadku dyskwalifikacji w zawodach. Taką propozycję zarządzający dyscypliną przesłali członkom kadr i związków narciarskich przed spotkaniem komitetu ds. skoków w Portorożu w Słowenii. Tam na początku maja decydowano, co z tym zrobić.
To oczywiście próba zaostrzenia kar wobec tych najczęściej naginających przepisy. Jednak dyskwalifikacje w skokach to nie tylko próby obejścia przepisów, to także wykluczenia za niewielkie przekroczenie przepisów - np. przekroczenie limitu wagi, do której dobrało się narty, albo przepuszczalności kombinezonu. Dlatego, gdy FIS przekazał kadrom do oceny propozycje zmian, ta konkretna spotkała się z ogromnym sprzeciwem. I to niemal całej stawki Pucharu Świata.






