12 czerwca 2026, 09:21
Trwa śledztwo ws. zaginięcia 10-letniej Ani Jałowiczor, do którego doszło w styczniu 1995 roku we wsi Simoradz w woj. śląskim. W ubiegłym roku do sprawy wróciła Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej. Jak ustaliliśmy, śledczy skupiają się m.in. na wątku auta, które mogło posłużyć do porwania dziewczynki.
Policja.pl
10-letnia Ania Jałowiczor mieszkała z 8-letnim bratem u babci we wsi Simoradz w powiecie cieszyńskim. Rodzice dzieci pracowali za granicą. 24 stycznia 1995 r. Ania brała udział w szkolnej zabawie karnawałowej. Po jej zakończeniu ok. godz. 20 ruszyła w stronę domu. Miała do przejścia ok. 700 metrów. Nigdy nie dotarła na miejsce.
Poszukiwania dziewczynki nie przyniosły rezultatów. Jedna z mieszkanek zeznała, że tego wieczora usłyszała krzyk dziecka, trzaskanie drzwiami i zobaczyła odjeżdżające beżowe auto, najprawdopodobniej Ładę lub Fiat 125p. Nie udało się jednak ustalić, do kogo należał samochód i czy rzeczywiście dziewczynka została tego dnia uprowadzona. Po kilku miesiącach śledztwo zostało umorzone.










