Zacząłem myśleć o Robin Hoodzie jako heroicznym altruiście, człowieku, który broni życia, a nie je zabiera, tak jak inni bohaterowie ówczesnego kina akcji - mówi Pen Densham, scenarzysta "Robin Hooda: Księcia złodziei" 35 lat po premierze filmu.

Marta Górna: Napisał pan wspólnie z Johnem Watsonem jeden z najbardziej kasowych filmów lat 90., czyli "Robin Hooda: Księcia złodziei" z Kevinem Costnerem. Wie pan, że w Polsce oglądał go niemal każdy 40-latek? Nie umiem panu nawet powiedzieć, ile razy ten film emitowany był w polskiej telewizji. Dla mnie i wielu moich znajomych to nie tylko pokoleniowy "Robin", ale i pokoleniowy film.

Pen Densham: Z "Robin Hoodem..." miałem szczęście.

Kevin Costner zrealizował chwilę wcześniej "Tańczącego z wilkami". Wszyscy się z niego śmiali, sądzili, że pójdzie z torbami, bo zainwestował własne pieniądze. I osiągnął gigantyczny sukces komercyjny i artystyczny. To pomogło naszemu "Robin Hoodowi".