Justyna Bryczkowska: Ostatnio natrafiłam na dyskusję, w której widzowie porównują kadry z pierwszej i drugiej części "Diabeł ubiera się u Prady", albo ujęcia z kinowych filmów o Harrym Potterze z tym, co pokazano w zwiastunie nadchodzącego serialu. Teza jest taka, że 20 lat temu filmy były ładniejsze niż teraz. Jak to wygląda od strony profesjonalnej?

Mateusz Pastewka: Ta sprawa ma wiele aspektów. Zacznijmy od tego, że kino od samych swoich początków ewoluuje, także pod względem obrazka. Zmienia się też jednocześnie percepcja publiczności. To, co zadziało się z perspektywy zwykłego widza w ostatnich 20 latach, jest kolosalnym przeskokiem. Obecnie jesteśmy wręcz bombardowani bodźcami wizualnymi z każdej strony. Każdy z nas ma telefon, na którym może sobie obejrzeć film, mamy też YouTube, Instagram, TikTok i wszystkie inne media. Teraz nawet w samochodzie mam taki mały ekran. Żyjemy więc w natłoku informacji wizualnych. To wymusza na nas inne reakcje niż w czasach, kiedy tych bodźców aż tylu nie było. Trendy w sztuce pokazują nam, jak przebiega łańcuch reakcji w przypadku długiej ekspozycji na dany nurt. Kiedy następuje przesycenie jakimś motywem, następuje odwrót i zwrot w nowym kierunku. Przykładowo po epoce popularności realistycznej fotografii, która pokazuje świat dokładnie takim, jakim jest, przyszła moda na bardziej abstrakcyjny kubizm.