Znajoma Renaty H. była naprawdę zaniepokojona. Miały jechać razem w sobotę rano do pracy do pieczarkarni. Przyszła do domu Renaty, pukała do drzwi. Cisza. Pojechała więc do pieczarkarni sama.

Z Renatą próbowały też skontaktować się inne współpracowniczki. W końcu znajoma kobiety zdecydowała się powiadomić policję. Funkcjonariusze podjechali pod niewielki dom. Drzwi i okna faktycznie zamknięte. Wewnątrz słychać było tylko szczekanie psa.Strażacy z OSP wyważyli jedno z okien. Policjanci weszli do środka. Jeden z mundurowych zajrzał do łazienki. W wannie z wodą leżało ciało 50-letniej Renaty H. Lekarka, którą wezwano, oceniła, że zgon nastąpił ok. czterech-pięciu godzin wcześniej. Widoczne obrażenia na twarzy i nadgarstkach. Fragment policyjnej notatki: "W całym domu panował porządek. W kuchni w okapie zapalone było światło. Na łóżku leżała torebka, w której znajdował się portfel bez pieniędzy oraz dwie puste paczki po papierosach". Znajomy zmarłej, który czekał na policjantów pod bramą, wspomniał, że dwa dni wcześniej z zakładu psychiatrycznego wyszedł 41-letni Rafał M., z którym spotykała się kiedyś córka Renaty H., Klaudia (imię zmienione). Świadek twierdził, że Rafał M. groził wcześniej Renacie H.