Istotą sprawy jest to, że polskie służby ratownicze są wprowadzane w błąd - powiedział Czesław Mroczek. Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji na antenie TVN24 skomentował wejście służb do mieszkania, które w połowie należy do prezydenta Karola Nawrockiego, w drugiej do jego matki.

Do interwencji w mieszkaniu doszło w sobotę 23 maja. Centrum Powiadamiania Ratunkowego otrzymało o godz. 19:33 zgłoszenie dotyczące pożaru i zagrożenia życia dzieci, które rzekomo znajdowały się w lokalu. 15 minut później służby otrzymały drugie zawiadomienie, mówiące o zatrzymaniu krążenia u dzieci. Po otrzymaniu tego zgłoszenia kierujący działaniami ratowniczymi zdecydował o wejściu do lokalu. W akcji uczestniczyli ratownicy medyczni, straż pożarna oraz policja.

W niedzielę Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Wojciech Kruczek przekazał, że "przez domofon nie było kontaktu z osobami z wewnątrz, nie było żadnych oznak pożaru, nie było kwestii zadymienia ani wewnątrz, ani zewnątrz".

- Weszliśmy na balkon, jedno z okien było przejrzyste, można było zobaczyć, że obiekt nie był zadymiony, drugie okno było od wewnątrz zaklejone folią, było ograniczenie widoczności - powiedział.

- Po 15 minutach kolejna karetka przyjechała na miejsce ze względu na kolejne zgłoszenie o zatrzymaniu funkcji życiowych pod tym adresem. Kierujący działaniem ratowniczym nie miał już wątpliwości, że trzeba wejść do lokalu, zweryfikować, czy nie ma tam osoby potrzebującej pomocy - poinformował. Gdy służby weszły do środka, okazało się, że mieszkanie było puste, nie było też oznak pożaru.