Spotykamy się w Twoim studio na warszawskim Żoliborzu. To miejsce wydaje się sercem wszystkiego, co tworzysz. Jak narodził się pomysł na Monday Artwork?Luiza Kubis: Marka powstała około cztery lata temu, ale moja droga w branży zaczęła się znacznie wcześniej. Przez sześć lat prowadziłam Lui Store, czyli concept store w Warszawie, co było dla mnie niezwykle cenną lekcją. To właśnie tam, obcując z różnymi markami i ich produktami, nauczyłam się, czego tak naprawdę chce klient w Polsce i w samej Warszawie. Na początku wybrałam bezpieczniejszą ścieżkę sprzedaży innych marek, ale w końcu dojrzałam do tego, że czas na własne projekty. Jestem po szkole projektowania, więc stworzenie własnego brandu od zawsze było moim marzeniem.Gdy wstawiłam pierwsze ubrania Monday do sklepu, nie przyznawałam się, że to moje projekty. Chciałam usłyszeć na ich temat autentyczne opinie, a nie pochwały wynikające tylko i wyłącznie z tego, że wyszły spod mojej ręki. Najfajniejszym momentem było, gdy usłyszałam: "kurczę, to mi wygląda, jakby to była twoja marka". Pomyślałam sobie wtedy, że to znaczy, że projekty są dobre.

Monday Artwork

(Fot. Jakub Zięba)

Jak opisałabyś DNA swojej marki komuś, kto po raz pierwszy styka się z Twoimi projektami?Nasz styl to minimalizm, który ma wiele twarzy. Często ludzie mylą go z nudą, a ja uważam, że minimalizm z odpowiednim detalem potrafi być bardzo interesujący. Co sezon wprowadzamy nowe akcenty, dzięki którym na ulicy można już rozpoznać, że dana rzecz to właśnie Monday. Chciałam, żeby nasza marynarka, nasz sztampowy model, sprawiała, że kobieta czuje się pewna siebie, ale jednocześnie niespięta, wyluzowana i po prostu fajna.Sama nazwa marki brzmi intrygująco. Czy stoi za nią jakaś konkretna historia?Tak, nazwa to właściwie analogia do nazwy marki mojego męża, która... nie istnieje. On zawsze powtarzał, że jeśli kiedyś założy markę z męską odzieżą, to nazwie ją w określony sposób, ale nie mogę zdradzić jak. Śmiałam się wtedy, że to takie typowe dla niego, a ja jestem inna - u mnie musi być wszystko „skończone, poniedziałek zrobione" i tak właśnie powstało Monday Artwork. Usiedliśmy razem i stwierdziliśmy, że to świetna nazwa, bo z niczym konkretnym się nie kojarzy, a wszystkie domeny i loginy były wolne. Naprawdę wierzę, że nazwę można wybrać jakąkolwiek, byle nie kojarzyła się z czymś istniejącym, bo to nasze działania ostatecznie definiują, jaka jest marka.