14 maja 2026, 06:00

Rozpoczęta właśnie wizyta prezydenta USA w Pekinie budzi wiele obaw. Przede wszystkim o to, czy znany z chaotycznego i mało przewidywalnego stylu Trump nie połknie chińskiego haczyka i nie pójdzie na jakąś katastrofalną w skutkach transakcję.

Fot. REUTERS/Evelyn Hockstein

- Chińskie władze umiejętnie grają na zamiłowaniu Trumpa do pompatycznych umów i szczytów, na których może on budować kapitał polityczny wśród własnych wyborców - mówi Gazeta.pl dr Alicja Bachulska, ekspertka think-tanku European Council on Foreign Relations. Pekin też lubuje się w tego rodzaju ceremoniale, używając go jako narzędzia do olśniewania gości albo pokazywania im swojego niezadowolenia.

Trump ma wiele problemów w USA, choćby w związku z przedłużającą się wojną w Iranie czy rosnącymi kosztami życia. Wielki szczyt z Chinami i adekwatnie wielkie decyzje mogą być dla niego interesującą odskocznią od tych kłopotów. Stąd wiele głosów wyrażających niepokój, czy aby prezydent USA nie zapragnie czegoś "przehandlować", w zamian za jakieś korzyści dla siebie. Czyli na przykład zrezygnować ze wspierania Tajwanu, w zamian za co Chiny przymusiłyby Iran do uległości lub poszły na ustępstwa w handlu. Została na to ukuta nawet nazwa "wielki układ".