Pojawienie się radiowozu i wozu strażackiego przed biurowcem, w którym swoją siedzibę ma Telewizja Republika, stało się asumptem do obwieszczenia, że "służby Tuska chcą ją zniszczyć". Redakcja mówi o "przestępczych incydentach" i zapowiada obronę "jak na Westerplatte". Zapytaliśmy służby o to, czy Republika faktycznie ma się czego obawiać.
TV Republika
Sprawa ma swój początek w wyjeździe Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych. Były minister sprawiedliwości w niedzielę połączył się na żywo z Telewizją Republika i powiadomił, że został komentatorem politycznym stacji. Następnego dnia rzecznik Prokuratury Krajowej przekazał, że śledczy będą sprawdzać, kto pomagał politykowi w wyjeździe (jego paszporty - zwykły i dyplomatyczny - zostały unieważnione). Prezes Republiki Tomasz Sakiewicz został wezwany do prokuratury w celu złożenia wyjaśnień w tej sprawie.
Wówczas w stacji wybuchła panika. - Za tym wszystkim kryje się zapowiedź napadu służb specjalnych, być może ABW, być może prokuratury na stację i próbę zlikwidowania nas, zajęcia sprzętu czy dorwania się do dokumentacji poufnej. Włączyłem taki specjalny alarm, który powoduje, że wzmagamy czujność, będziemy musieli zwiększyć ochronę - mówił Sakiewicz. Przez wiele godzin widzowie stacji widzieli nagranie z opuszczoną do połowy kratą na wejściu do redakcji, która zresztą doprowadziła do wypadku jednej z pracownic.













