Wozu strażackiego nie dało się tam wysłać. Węży gaśniczych też nie było jak rozwinąć. Gdy na stromym zboczu w rejonie Włosienicy zapaliło się drzewo i ściółka, strażacy musieli dostać się do ognia z powietrza. Pomógł śmigłowiec TOPR, a dron zamienił się w latający transport wody.