- Oczywiście, że się boimy, w każdej chwili coś może spaść. A tu nawet prowizorycznego schronu nie ma, w pole trzeba uciekać - opowiada pani Anna z niewielkiej, ocalałej stacji benzynowej w pobliżu Charkowa. Niedaleko od niej dron zabił kilka dni wcześniej polskiego wolontariusza