Amerykanki szły jak burza przez Ligę Narodów, wygrywając fazę zasadniczą. Nic więc dziwnego, że w starciu z Chinkami były uznawane za niekwestionowane faworytki. Tymczasem gospodynie turnieju finałowego w Makau niesione przez głośny doping na trybunach zdołały wygrać 3:2 (15:25, 25:23, 25:20, 17:25, 15:13) po naprawdę szalonym meczu.