Czułem się jak na dziękczynnej mszy. Nie dość, że stadion w Atlancie ma dach jak katedra, to jeszcze podejście Hiszpanów do Lamine Yamala jest wręcz nabożne. Zawierzyli mu swój los, czczą każdy jego kontakt z piłką i wychwalają pod niebiosa. A on to niemal boskie postrzeganie stara się pielęgnować. Po pierwszej połowie zszedł z boiska, by oszczędzać siły, a Hiszpania zwieńczyła dzieło bez niego i wygrała z Arabią Saudyjską aż 5:0.