Od przystawki w piątek, przez solidną sobotę, aż po kompletne szaleństwo w niedzielę. Tak zleciała nam 6. kolejka Ekstraklasy. Dostaliśmy w niej przykład, jak skrajnie różnie może wyglądać dwóch reprezentantów naszej ligi w eliminacjach europejskich pucharów. O swoim znaczeniu przypomina pozycja, która w obecnej piłce wydawała się zamierać. Za to Widzew nadal jest sam sobie największym wrogiem. Oto "EkstraWażne w Ekstraklasie".

Czasem zdarza się, że "na papierze" dzień w Ekstraklasie zapowiada się wybitnie ekscytująco, a potem hity zamieniają się w kity i kończymy z dużym niedosytem. Na szczęście bywają i takie niedziele, jak wczoraj. Nikt się nie obrazi, jeśli trafi się w tym sezonie jeszcze bardziej naładowany emocjami dzień, choć łatwo o to nie będzie. Oczywiście w piątek i w sobotę emocji też nie brakowało, nawet jeśli w porównaniu z niedzielą wypadają skromnie. Dziś w podsumowaniu kolejki:

białostocki wykład europejskiego grania w Częstochowie;

jeszcze "dziesiątka" nie zginęła;

Widzew ma arcywroga - jest nim... on sam.