Porażka w pierwszej rundzie US Open wygląda na początek końca Novaka Djokovicia. A może jednak 39-letni tenisista wszech czasów jeszcze zadziwi świat w swoim ukochanym Australian Open?
Na 2024 rok zapowiadał walkę o Złoty Wielki Szlem, czyli coś, co w tenisie wywalczyła dotąd tylko Steffi Graf. W 1998 roku Niemka wygrała cztery turnieje wielkoszlemowe i została mistrzynią igrzysk w Seulu. Djoković chciał dokonać tego samego 26 lat później.
Djoković - "Wielka Jedynka"
Nie była to fanfaronada genialnego Serba. Miał już co prawda 36 lat, ale wciąż rządził na światowych kortach. Żartowano nawet, że po odejściu Rogera Federera i Rafy Nadala z "Wielkiej Trójki" zrobiła się "Wielka Jedynka", bo w 2023 roku Djoković był o jeden set od zdobycia kalendarzowego Wielkiego Szlema. Wygrał turnieje w Australii, w Paryżu i w Nowym Jorku, w finale Wimbledonu uległ w pięciu setach Carlosowi Alcarazowi.
Na kolejny sezon Djoković planował wielki rewanż. Okazało się jednak, że upływ czasu bezpowrotnie strącił go z tenisowego szczytu. Nastał czas dominacji Alcaraza i Jannika Sinnera – tenisistów nowej generacji. Serb musiał przyznać, że są poza jego zasięgiem. Ale, jak to z Djokoviciem bywa, zadziwił sam siebie. Dla niego kulminacją 2024 roku był turniej olimpijski w Paryżu. Złota igrzysk wciąż nie miał, a kibice w Serii na nie czekali z utęsknieniem. W finale olimpijskim Djoković pokonał Alcaraza i płakał z emocji jak debiutant.















