W krakowskim Teatrze Groteska urządzili ci siedemdziesiąte urodziny.
Było dużo gości. I taki tłum, że nie dało się wejść, pomimo drastycznych przepisów pandemicznych. Organizatorzy bali się, że wpadnie policja i zamknie imprezę jako nielegalną. Jakoś wszyscy uparli się, że siedemdziesiątka to jest ważna data.
A nie jest?
Nie docierało to do mnie. Traktuję to jako informację. Zupełnie, jakbym oglądał dziennik telewizyjny, ale nie wiem, czy to prawda. Mam bardzo dobrą pamięć i pamiętam, gdy miałem osiemnaście lat, czytałem powieści science fiction i inne dziwne książki futurologiczne i próbowałem sobie wyobrazić rok dwutysięczny. Dotarło wtedy do mnie, że będę miał prawie pięćdziesiąt lat! Z punktu widzenia osiemnastolatka mieć pięćdziesiąt lat jest niemożliwe, nie ma takiego wieku. Pięćdziesięcioletni człowiek jest kimś, kto nie istnieje (śmiech).
Tadeusz Woźniak, niestety już świętej pamięci, ma taką jedną piosenkę, w której śpiewa: "I nim się ockniesz / dziewczęta cię miną / i każda rzecz ci powie / twój czas już upłynął". Pomyślałem, że nie ma takiej możliwości, abym był powietrzem dla kobiet. Zrobię wszystko, aby zawsze na mnie patrzyły. Wiesz, to jest straszne, gdy idzie starszy człowiek i nikt go nie zauważa. Dobrze, że nie depczą po nim, nie trącają go, nie rozjeżdżają na przejściach. Dobrze być takim człowiekiem, który żyje przyszłością, a nie mrzonkami o teraźniejszości i głupotą wspominania przeszłości. Teraźniejszość nie istnieje, jest najbardziej abstrakcyjnym pojęciem, jakie znam. Jeszcze nie skończyłeś wypowiadać tego słowa, a już jego większość jest w przeszłości. Najważniejsze to żyć przyszłością i być kreatywnym. Nieważne, czy rozwiązujesz nowe problemy matematyczne, snujesz kolejne wizje wszechświata, rozważasz kwestie religijne lub filozoficzne czy sadzisz drzewo.








