Rosjanie znów mogą się cieszyć. W dodatku mają podwójny powód do radości. Po pierwsze dlatego, że kolejna światowa federacja dopuszcza ich do rywalizacji, a po drugie, że już praktycznie nikogo to nie oburza. Ukraina pozostaje coraz bardziej osamotniona.
W końcu ubiegłego tygodnia Rosjanom udało się zdobyć na arenie międzynarodowej kolejny przyczółek. World Archery, czyli dawna Międzynarodowa Federacja Łucznicza, ogłosiła, że rosyjscy sportowcy będą mogli uczestniczyć we wszystkich imprezach przez nią organizowanych na takich samych zasadach jak wszyscy inni. W ten sposób kolejny sport poszedł drogą zaleceń Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i dopuścił Rosjan do rywalizacji pod ich flagą i z ich hymnem. To, że ich kraj dalej okupuje część Ukrainy i dalej bombarduje ludność cywilną, już nie ma znaczenia. I znamienne jest to, jak reszta świata potraktowała wiadomość o decyzji World Archery.
Światowa federacja będzie naciskać na Europę
Wystarczy wpisać nazwę federacji do wyszukiwarki i kliknąć zakładkę "wiadomości", żeby zobaczyć, iż miało to znaczenie dla portali na Ukrainie i kilku serwisów branżowych. Poza tym ani jedna duża światowa agencja prasowa, ani jedna ważna gazeta nie odnotowały, że kolejny olimpijski sport otwiera się na Rosjan i umożliwi im start nie tylko w nadchodzących mistrzostwach świata w amerykańskim Yankton, ale również w eliminacjach do igrzysk olimpijskich w 2028 roku w Los Angeles.







