Kandydat na prezydenta Krakowa, Łukasz Gibała, spotkał się w środę z mieszkańcami Klinów.- Pociągi trąbią całą dobę, autostrada szumi, spać nie sposób - skarżyli się. I pytali, czy jeśli będzie rządzić Krakowem, doczekają się ekranów akustycznych, o które walczą od lat.

Zanim Gibała pojawił się na Klinach, krążyli już tam ludzie w niebieskich koszulkach i zbierali podpisy mieszkańców pod jego kandydaturą na prezydenta miasta. Kandydat przyjechał na spotkanie nieco spóźniony, w towarzystwie swoich dwóch wyżłów węgierskich.

- Dzień dobry, panie prezydencie - przywitała go mieszkanka. - Nie rozpędzajmy się - odpowiedział, wyraźnie uradowany.

- Dlaczego akurat tu jestem? Bo w tym miejscu kumulują się wszystkie bolączki trawiące miasto. Mamy tu chaotyczną zabudowę, brak komunikacji, brak miejsc parkingowych, za mało miejsca w szkole - mówił Gibała "Wyborczej". A towarzyszący mu radny Michał Starobrat (z klubu Kraków dla Mieszkańców) dodawał: - Bloki rosną tu jak grzyby po deszczu, zamiast tysiąca nowych lokali inwestor planuje ich trzy tysiące, nie zmieniając przy tym planu budowy dróg.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.