Nie wiem, o co tyle krzyku. To są tylko trzy godziny dla chętnych w ciągu całego roku - mówi dyrektor liceum o nieobowiązkowych lekcjach zdrowia seksualnego, które we wrześniu wchodzą do szkół wraz z obowiązkową edukacją zdrowotną. Tymczasem wybucha kolejna bitwa o przedmiot: prawica nie odpuszcza.
- Szkoła ma na drugie imię kłopot, a na trzecie problem. Marzę o czterech latach, w których nic się nie będzie działo. Nie będzie żadnych reform, żadnych zmian. Ale dopóki szkołą będą rządzili politycy, to oczywiście niemożliwe, bo każda partia będzie ciągnąć edukację w swoją stronę - mówi Jacek Kaczor, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie.
We wrześniu wraz z reformą edukacji do szkół wchodzi obowiązkowy przedmiot: edukacja zdrowotna. Po protestach, o których za chwilę, wyłączone zostaną z niej lekcje o zdrowiu seksualnym. Te będą nieobowiązkowe. Na pierwszym zebraniu rodzice zostaną zapytani, czy chcą, by ich dzieci na nie chodziły, czy nie (pełnoletni uczniowie zdecydują sami).
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.







