Umarł aktor, a we mnie, jak za każdą śmiercią aktorki, aktora, dokonuje się wyjątkowo solidne pogodzenie natury i kultury, bliskości i oddalenia.
Nie znałem Jana Frycza osobiście, podobnie jak nie znałem Igi Cembrzyńskiej, Ignacego Gogolewskiego, Tadeusza Łomnickiego, Andrzeja Łapickiego. A przecież z odejściem każdej i każdego odczułem smutek jak po śmierci znajomej osoby.
Tyle że do rysów i gestów, które w przypadku osób bliskich są bliskie jak sami ci ludzie, w przypadku śmierci aktorskich na smutek osobowy, powszedni, nakłada się smutek utraty postaci, które zagrali. Kiedy umarł Tadeusz Łomnicki, umarł Król Lear – wiadomo. Kiedy umarł Andrzej Łapicki, umarł subtelny inteligent mojej pamięci i wyobraźni.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
kalendarium







