Polska była już krajem gościnnym na ArtVilnius. Jak od tamtej pory zmieniły się relacje między polską a litewską sceną sztuki współczesnej?Minęło już 10 lat, a wtedy byliśmy jednak w zupełnie innej sytuacji. Od tego czasu pojawiła się nowa dynamika, zarówno na rynku sztuki, jak i w relacjach między środowiskami sztuki współczesnej Litwy i Polski. Mam na myśli przede wszystkim rozwój galerii po obu stronach, ale także pojawienie się bardziej świadomych kolekcjonerów i ważnych kolekcji. Rozwinęło się również środowisko kuratorskie, a sami artyści są dziś na zupełnie innym etapie.
Dziesięć lat temu brakowało jeszcze jednego lub kilku z tych elementów. Dzisiaj wszystkie są już obecne i dobrze rozwinięte. Dlatego to bardzo dobry moment na współpracę i realizację wspólnych projektów. Myślę też, że oba nasze kraje, jeśli chodzi o rynek sztuki, rozwijają się bardzo dynamicznie. To jeszcze nie jest moment nasycenia, ale jesteśmy w fazie wyraźnego wzrostu.
ArtVilnius
(andrej vasilenko)
Co z perspektywy czasu, po tych wszystkich zmianach, najbardziej różni, a co łączy polski i litewski rynek sztuki?To przede wszystkim dwie bardzo różne skale. Polska jest znacznie większym krajem, więc także rynek sztuki jest tu bardziej rozbudowany i zróżnicowany. Litwa ma natomiast bardzo prężnie rozwijający się rynek i scenę sztuki współczesnej, choć jest to środowisko znacznie bardziej kameralne. To z kolei sprzyja bliższym relacjom.Galerie, kuratorzy i artyści bardzo dobrze ze sobą współpracują, szybko reagują na nowe wyzwania, możliwości czy tematy. Ta kameralność może być właśnie dużym atutem. Myślę, że w obu krajach mamy bardzo ciekawy rynek sztuki, po prostu funkcjonujemy w różnych skalach.







