Mieszkańcy Clacton-on-Sea we wschodniej Anglii pójdą dziś do urn w wyborach uzupełniających (ang. "by-election"). Stały się one jedną z bardziej osobliwych rywalizacji we współczesnej brytyjskiej polityce.

Już geneza tych wyborów jest godna uwagi. Wybory zainicjował Nigel Farage, lider partii Reform UK, rezygnując w lipcu z mandatu w Izbie Gmin. Farage startuje ponownie z okręgu Clacton-on-Sea, który od dawna jest okręgiem zdominowanym przez wyborców prawicowych partii populistycznych. Można zatem powiedzieć, że ten najbardziej znany brytyjski skrajnie prawicowy polityk ma wygraną w kieszeni.

A zatem: po co te wybory?

Farage twierdzi, że chce, by wyborcy ocenili go bezpośrednio i przekonuje, że podczas wyborów dojdzie do starcia „narodu z establishmentem" (oczywiście "naród" reprezentowany jest przez Farage'a). Jednak decyzja o zrzeczeniu się mandatu i ponownym starcie w wyborach ma drugie dno. Ze śledztwa dziennikarskiego "The Guardian" wynika, że lider Reform UK nie zgłosił w sprawozdaniu finansowym darowizn od inwestora kryptowalutowego Christophera Harborne’a oraz od George’a Cottrella, skazanego oszusta i wieloletniego współpracownika Farage’a. W związku z tym Farage został objęty dochodzeniem Komisarza ds. Standardów Parlamentarnych w sprawie niezgłoszonego „osobistego prezentu" w wysokości 5 milionów funtów. Dochodzenie zostało zawieszone, gdy 7 lipca ogłosił rezygnację z mandatu poselskiego.